szkatułki i herbaciarki

Hmmmm, od czego tu zacząć, żeby nie wyszło jak poprzednio, a było ciekawie....
Serce - to siedlisko uczuć i pragnień . Moje serce postanowiło mocniej bić dla tworzenia rzeczy , które by cieszyły oko ich odbiorców. Pragnienie spowodowało, że cel się stał realny i powstała pierwsza szkatułka w Konstancinie Jeziorna .

 

Wiem , co pomyślicie - ale niestarannie zrobiona, zdjęcie pomalowane farbą, nie mówiąc o zapięciu szkatułki ...zamiast je odkręcić to też je pomalowała - ale pamiętajcie, że wtedy miałam tylko właściwe uczucia i pragnienia , a zero wiedzy i umiejętności. 
Kiedy wróciłam do Łodzi , szkolenia internetowe spowodowały, że poprzez metodę prób i błędów udało się stopniowo osiągać cele i pomysły , które pojawiały się w głowie.


Te dwa zdjęcia już widzieliście na stronie dotyczącej chusteczników, ale w tych zestawach są kolejne szkatułki , które wykonywałam - i jak widzicie serca nadal mocno dla nich biły :).
Jeden z podobnych chusteczników trafił w ręce znajomych i ku mojej uciesze w prezencie dali mi szkatułkę , którą postanowiłam sobie zrobić dla siebie - i tak to wyszło...



Prawda, że ładnie ....mnie się bardzo podoba :)

Jak każdy , kogo pasją jest decoupage , ja również wpadłam w szalony wir kupowania serwetek i powoli zaczęłam odkrywać kierunek mojego gustu...jeśli oglądaliście już wszystkie moje wykonane prace na facebook'u to wiecie o co chodzi, a jeśli nie to serdecznie zapraszam .....






Moja droga Agatka - chora na raka -  kiedy mnie zaprosiła do siebie , to nie wyobrażałam sobie iść z pustymi rękoma, więc postanowiłam te ręce wykorzystać i zamiast kwiatów zrobić dla niej małą szkatułkę z kwiatkami na co tylko będzie chciała. Radość widoczna na twarzy to zawsze dla mnie najpiękniejsza forma podziękowania :) 



W końcu przyszedł czas na moje ukochane dziecko, które w styczniu się od nas wyprowadziło  do babci - zrobiła sobie ( bo o córci mowa )  pokoik w swoich ukochanych miętowych  kolorach i oczywiście wieloprzegródkowa szkatułka też musiała mieć takie kolory - serwetka została  zakupiona przez Darusię, która jest znana w okolicy z ogromnego, przeogromnego, olbrzymiego ...zamiłowania do Delfinków. 


Skoro zrobiłam coś dla niej, to sobie myślę....jaka niespodzianka mogłaby sprawić radość moje kochanej mamusi , która już ode mnie otrzymała pierwszy mój chustecznik......i wymyśliłam, że spróbuję wydrukować zdjęcie moich rodziców i moje z mamusią i coś z tego zrobić......były to pionierskie próby, więc bardzo się namęczyłam, i efekt może nie jest idealny, ale uważam, że nie zawsze to jest najważniejsze. Pisałam na początku o sercu, a w nim mieszkają różne uczucia - moje uczucie do mamy jest przeogromne, a to jak się wzruszyła kiedy jej dałam tę szkatułkę przysłania wszelkie mankamenty i niedoskonałości, które na niej widnieją 
( dodam tylko, że mój tatuś zmarł 25 lat temu i nadal bardzo nam go brak ) <3 <3


Moi przyjaciele widząc jak mi pasja się w rękach pali sprezentowali mi zestaw, który w ich domu trochę leżał ( Tomek jako dobry stylista  też ma smykałkę do rękodzieła ) . Stwierdzili, że nie będą tego używać, a ja to wykorzystam. Do tego zestawu była szkatułka. I co....oczywiście, że tak....postanowiłam, że im zrobię niespodziankę - choć dziewiczy świecznik już  na początku trafił  do ich rąk. Będąc w amoku prób ze zdjęciami dalej poszłam tą ścieżką i też im takową osobistą szkatułeczkę zrobiłam :) Trochę widać Agę - ale Tomka Wam nie pokażę...hi hi hi :)


Kolejne szkatułki - to zestaw , który poleciał aż do Norwegii 


A teraz chwila przerwy, bo to niedziela, już jest 14:21, a obiad w polu :) ......jak zrobię i sobie podjem - żeby moje synapsy nie zeszły na psy -to zaraz do Was wracam i dalszy wspomnień czar......

Jestem :) Najedzona, ale czy mam lepsze wiatry w żaglach komórkowych mojego mózgu - tego bym nie powiedziała, bo po tym jedzeniu spać mi się zachciało, ale już dużo nie zostało, więc dam radę..

Ha, teraz hit :) :) :)  Mam dużo kosmetyków - jak większa część kobitek i rozwalił mi się mój ukochany koszyczek. No to co, trzeba sobie zrobić. Ile ja się narobiłam przy tej szkatułce. A dlaczego  ? - zapytacie - a dlatego, że...ciągle mi się coś nie podobało. Jak już w końcu ją skończyłam, postawiłam w łazience i ......wrażenie było przerażające. Nic na niej do tej łazienki nie pasowało. Załamałam się. Co było powodem ? - przekombinowałam i tyle. Przemalowałam ją, przeciapałam, i w takiej nijakiej formie jednak pozostawiłam, bo trafiało mnie, kiedy po raz kolejny coś mi w niej nie pasowało - czy Wy też czasem tak macie ? Tak to wyszło i nie wyszło....

PRZED

PO
Ale, ale....na kosmetyki zrobione, a przecież w różnych pudełeczkach przewraca się moja biżuteria - trzeba było też ją uporządkować i poukładać w przegródkach :)



I znowu przyszło kilka zamówień - tym razem to herbaciarki 
...jak zawsze ku uciesze mojego portfela :)






Moja koleżanka Ania, przyniosła mi starą szkatułkę, która należała do naszej wspólnie znanej , zmarłej znajomej. Ania miała do niej sentyment, ale była bardzo zniszczona . Poprosiła mnie abym coś z niej zrobiła, ale miałam pozostawić na niej ślad czasu, czyli nie robić renowacji drewnianej powierzchni. Zaproponowałam to .......


Co roku Bartosz ( mój synek ) jeździ z babcią do Cioci Ewy - już wspominałam o tym pisząc o pierścieniach. Tam jeździ konno . W tym roku postanowiliśmy podziękować Pani Emilce  za naukę tematyczną szkatułką - słyszałam, że się spodobała. Na czas przyjazdu Bartka pojawia się też wnuczka Cioci - Ania  , która jest prawie jego rówieśniczką. Zakochana w misiach, więc wiadomo z jakim prezentem młody do niej  pojechał 





A to kolejne zamówienia wymagające precyzji, ale już tym razem było o wiele lepiej. Nie umiałam jeszcze poradzić sobie z transferami, bo ciągle coś było nie tak, więc postanowiłam to zrobić tak.... 
Kolorowy wydruk na drukarce atramentowej na cienkim papierze ksero . Szkatułka pokryta klejem do decu i dokładnie przyłożyłam wydruk. Położyłam na nim folie, wycisnęłam bąbelki, żeby było 
gładkie....jak wyschło polakierowałam kilkukrotnie i już...okazało się, że to był dobry pomysł :)




Niedawno nasi znajomi mieli rocznicę ślubu - to też dobry moment, żeby wrzucić kilka cukierków do własnoręcznie zrobionego prezentu 



I jeszcze na koniec ostatnie zamówienia zrealizowane w grudniu 
















                                              I tak się darzyło w 2015 roku :) Hi hi hi .....












4 komentarze:

  1. No i kolejny raz się wzruszyłam . Szkatułka moja stoi na honorowym miejscu , więc kilka razy dziennie mam sekundę wspomnień. Jestem bardzo szczęśliwa , że poza muzyką odkryłaś w sobie pasję , która daje Ci niekłamaną radość - i mnie przy okazji też. Powodzenia :) Mamusia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu - nie wiem ile bym musiała ćwiczyć- chociaż i tak by mi nie wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest takie powiedzenie, że ćwiczenie czyni mistrza.....dasz radę, a za ciepłe miłe słowa bardzo dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń