niedziela, 16 grudnia 2018

Album vintage na 5 rocznicę ślubu


Nie ma co się rozpisywać - jest rocznica, jest okazja, żeby zebrać najpiękniejsze zdjęcia z minionego czasu i stworzyć wyjątkowy prezent dla męża. Na taki pomysł wpadła moja zaprzyjaźniona Patka . Pomogłam jej pomysł zrealizować , a wyszło to tak - bez większych cudaków i niepotrzebnych zakamarków - prosty , a jednak wyjątkowy w swej postaci ....
































DWA KLUCZE SZCZĘŚCIA : MIŁOŚĆ I SZACUNEK 💕

sobota, 15 grudnia 2018

Idzie niebo ciemną nocą ...


To było ciekawe doświadczenie , które mi pokazało jak można fajnie bawić się farbami, technikami , a czy to co zrobiłam ma sens ? Sama nie wiem .....

Byłam bardzo zmęczona i nie mogłam spać.To był kolejny ciężki dzień , ale  mnie nosiło, żeby coś zrobić, a że akurat zobaczyłam jak  w prosty sposób można zrobić ciekawą strukturę kolorystyczną musiałam to sprawdzić .

 Wzięłam kilka farb Cadence ( hybryda plus metaliczne ) i zaczęłam rozlewać je z butelki bez ładu i składu po całej kartce , a potem jednym ruchem za pomocą płaskiej tektury zdecydowanie przeciągnęłam z góry na dół. 
Farby połączyły się jak chciały , a ja nie miałam na nie żadnego wpływu - żyły sobie własnym życiem 😁😁😁

Przyznam się, że teraz to już nie było mowy , żebym poszła spać , 
więc podsuszyłam farby, zrobiłam przy pomocy szablonu murek , pociapałam go żeby przypominał stary , zniszczony mur i przypomniało mi się, że gdzieś mam obcięty przez przypadek szablon kota i motyli.... Zrobiłam mały rys, a resztę farbkami i pędzelkiem ...

Jakoś tak to wszystko wyglądało bezpłciowo , więc wpadłam na pomysł, że można z tego zrobić nockę i zamiast motylków pojawiły się ćmy , które podmalowałam farbą fluorescencyjną - oczywiście również Cadence .... 
Efekt superancki, a jak się dobrze bawiłam. 
Odkrywałam nocny świat farb jak małe dziecko ...

Jak zobaczyłam tego  kota ze święcącymi ćmami zaraz przyszła mi  do głowy piosenka .. 
" idzie niebo ciemną nocą , ma w fartuszku pełno gwiazd , gwiazdy błyszczą i migocą, aż wyjrzały ..."
 --- u mnie ćmy z gniazd - ha ha ha.

No to skoro gwiazdy błyszczą i migocą - to wykorzystałam tę farbkę to splasha i tak powstało niebo niczym w przestrzeni kosmicznej .
Nieregularność kropek i ich kształt dokładnie odzwierciedlają to co się dzieje w kosmosie - tam żadna gwiazda nie jest równa drugiej , nie mówiąc o energii jaką z siebie wydają , więc u mnie wszystkie są równie nieoczywiste :) 

Najtrudniej było zrobić zdjęcia ..... po dwóch dniach prób i błędów udało się ..... 
Zapraszam do lektury, a Ci którzy mają ochotę - komentujecie co o tym sądzicie krytyki się nie boję :) 















NOCĄ wszystko jest niewyraźne - czyż nie ? 😉😉

 Preparaty, których użyłam  możecie kupić w sklepie dla kreatywnych

środa, 12 grudnia 2018

Ceramika - misa , moje pierwsze dziecko


To było dawno temu ....
W ramach wycieczki z  grupą przyjaciół pojechaliśmy  do łowickiego skansenu , gdzie trafiliśmy na różnego rodzaju warsztaty . Było szydełkowanie, malowanie na szkle , ale mnie zafascynowała praca przy kole garncarskim. Poczułam niesamowitą więź , jaka się pojawiła między mną , a tym śliskim i ciepłym i bardzo plastycznym tworem ziemi. Nie mogłam stamtąd odejść. Właśnie wtedy zrozumiałam , że mam gdzieś głęboko ukrytą potrzebę tworzenia  . Niestety , do tej pory nie miałam możliwości korzystania z warsztatów ceramicznych , ale przecież jak się chce coś osiągnąć to trzeba do tego dążyć i szukać okazji. 

Jedna z moich koleżanek  od lat chodzi na różne zajęcia do Pałacu Młodzieży w Łodzi i zaproponowała mi, żebym spróbowała. " Jak Ci się spodoba to zostaniesz, a jak nie , to zrezygnujesz - to nie jest zobowiązujące " - powiedziała Gosia . 
Tak poukładałam swoje plany, że oczywiście poszłam ... 
i jak myślicie, spodobało mi się ????? 
Czy mi się spodobało ???? 
BARDZO mi się spodobało iiiiiiii 
 właśnie dzisiaj przyszło na świat pierwsze moje ceramiczne dziecko - MISA 

Ale ,ale ... zanim się urodziła to , jak każde dziecko musiała przejść proces przekształcania ...
Najpierw w moje ręce wpadła glina , którą musiałam tak wyrobić , by tworzyła jedną bryłę gotową do kształtowania . 



Uwierzcie mi, że nie jest to proste. Wymaga wysiłku i wyczucia - nie może się kleić do rąk, ale też nie może być zbyt wyrobiona, bo najnormalniej w świecie popęka w czasie schnięcia...
W głowie projekt był, tylko teraz - pierwszy raz w życiu - trzeba było ten projekt własnymi rączkami wprowadzić w życie...
I wprowadziłam , a było to tak :) 



Ten mój tworek musiał poczekać tydzień , żebym mogła podjąć kolejne kroki 
Dlaczego - bo glina musiała dobrze  przeschnąć


toszkę szlifu papierem ściernym i była gotowa do wypalenia w piecu 




I znowu musiałam czekać, tydzień, aż zgromadzi się większa ilość  do tzw biskwitu ( spiekanie w temperaturze niższej niż ostateczne wypalanie ceramiki ) .
Wypalona misa nareszcie mogła ujrzeć możliwość ukazania swojego piękna przy użyciu szkliwa .
To dopiero był zawał serca - szkoda, że nie miałam założonego holtera , z pewnością moja Pani doktor miałaby mylne spostrzeżenie na temat mojego stanu zdrowia :) 



Po szkliwieniu znów do pieca, ale tym razem już na bardzo wysoką temperaturę ...... i dzisiaj właśnie nastąpiła ta długo wyczekiwana chwila :) 

Sami oceńcie czy ładnie, czy nie, ja jestem bardzo zadowolona, pięknie prezentuje w pokoju , w którym królują właśnie takie kolory i taki styl :) 











I jeszcze taka niespodzianka się zadziała, zupełnie przypadkiem utworzyło się serduszko - co świadczy o tym, że naprawdę była to praca stworzona z serca 💗💗💗


NO i tak to było 😁😁 .... a ciąg dalszy w trakcie