niedziela, 18 września 2016

Metamofroza kuferka



Wpadł w moje ręce jakieś 10 dni temu - płakał rzewnymi łzami i mówił : proszę, przywdziej mi takie szaty, bym mógł się pokazać ludziom, jestem obdarty, zużyty i nic nie warty .


 Tak mi się go żal zrobiło, że uruchomiłam swoją wyobraźnię i przystąpiłam do pracy. 
Najpierw poprosiłam męża , aby rozkręcił mi go na czynniki pierwsze, potem papierem ściernym 80 z grubsza przywróciłam mu w miarę gładką powierzchnię, a następnie pomalowałam grafitową farbą. Po wyschnięciu posmarowałam świecą, gdyż docelowo chciałam uzyskać efekt shabby chic . Na świecę poszła warstwa farby której koloru nie jestem w stanie sprecyzować , bo mocno pokombinowałam , ale miał być niebieski vintage. 
No i z grubsza kuferek zaczynał być podobny do kuferka, a nie jakiegoś zdezelowanego pudła bez ładu i składu. Transfer ( jak robię możecie poczytać tutaj ) miał przydać wdzięku i kobiecości - bo w takie ręce kuferek miał trafić ...



 a dekor z różą ( wykorzystałam szablon i szpachlę do drewna ) rozjaśnić jego oblicze  .






Zapomniałam jeszcze Wam powiedzieć, że ów kuferek miał też bardzo zorane wnętrze. Ponieważ nie chciałam zbyt interweniować w jego osobowość to tylko wyrwałam stare szaty, wyrzuciłam je do śmieci , a naszego bohatera lekko przeszlifowałam , pomalowałam bejcą orzechową i wyłożyłam delikatnym i cieplutkim filcem ...


 Jak już całość odpowiednio wyszlifowałam i polakierowałam ( kilka razy ) brzegi kuferka  oraz dekor pociągnęłam lekko wax pastą białe złoto. 
Ot co....kuferek nabrał poczucia własnej wartości i dziś rano szczęśliwy trafił w ręce Małgosi , która również nie ukrywała swego zadowolenia. 
A jak Wam się podoba ? 












Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza